-->

niedziela, 8 maja 2011

Mniszek lekarski

Zainteresowanie ziołami otrzymałam chyba w genach;) Moja prababcia ze strony taty posiadała wielką wiedzę na temat ziół i ich właściwości leczniczych. Zbierała, suszyła zioła, przyrządzała z nich różne mieszanki, mikstury. Podobno jej ziołowe leki pomogły, w różnych dolegliwościach wielu ludziom. Jej córka, a moja babcia, jako, że z tą wiedzą obcowała, na co dzień, zna wiele gatunków roślin leczniczych, troszkę zna zastosowanie tych bardziej popularnych, ale całość tajników sporządzania mieszanek ziołowych, leków, odeszła razem z prababcią. Podobno chciała ona nauczyć ziołolecznictwa swoich dwóch wnuków, w tym mojego tatę, ale oni, jak tylko babcia zaczynała im pokazywać różne rośliny, uciekali na pola i łąki;) Za to z wielką przyjemnością słuchali bajek wymyślanych i opowiadanych przez ich babcię, która miała do tego wielki talent. Dziś wspominają, że takich pięknych bajek nie słyszeli ani nie czytali już nigdy potem. Prababcia wszczepiła im też miłość do książek, w tym do dzieł Sienkiewicza – miała jedno z pierwszych wydań Trylogii, niestety cały jej księgozbiór, w tym wiele pozycji dotyczących ziół strawił ogień.
No, ale miała być o ziołach:)
Jako, że pora roku odpowiednia, a roślina niezmiernie popularna, to zacznę od MNISZKA LEKARSKIEGO (Taraxacum officinale):









Najbardziej znany i coraz bardziej popularny jest miód z mniszka. Ja robię go od kilku lat z przepisu Edysi79:

PIERWSZEGO DNIA (dzień musi być pogodny, słoneczny i nie po deszczu) należy zebrać 500 kwiatów mniszka. Kwiaty rozłożyć na białym papierze, najlepiej na dworze (ja rozkładam na białym prześcieradle, na balkonie), aby wyniosły się z nich wszelkie robaczki.
Potem włożyć kwiaty do garnka, dodać do nich pokrojoną w plasterki wyszorowaną cytrynę. Zalać 1 litrem wody, zagotować i gotować na małym ogniu 20 minut. Odstawić na 24 godziny.
DRUGIEGO DNIA odcedzić płyn, odcisnąć na gęstym sitku lub przez ścierkę. Do płynu wsypać 1 kg cukru, wymieszać, zagotować i gotować ok. 1,5 godz. Znów odstawić na 24 godziny.
TRZECIEGO DNIA zagotować miód raz jeszcze i gotować aż po lekkim ostygnięciu stanie się lekko ciągnący. Miód jest gotowy kiedy łyżka którą się go mieszała, po odłożeniu na talerzyk, zaczyna się do niego przylepiać ( z mojego doświadczenia wynika, ze dzieje się tak po ok. 20-25 min. Gotowania na wolnym ogniu).
Gorący miód wlać do słoików, dobrze zakręcić i odwrócić do góry dnem. Zostawić do ostygnięcia.





Miodek ten ma wiele zastosowań – na kaszel, przeziębienia, do herbatki i ciast. Ja podaję codziennie rano łyżeczkę miodu mojemu synkowi alergikowi (uczulony jest m.in. na mleko i jego przetwory) i obserwuję znaczną poprawę. Całe lato objada się np. lodami, nie stroni od produktów mlecznych, a objawy alergiczne (głównie skórne) nie nasilają się.
Moja rodzinka bardzo lubi też kanapki z tym miodkiem, a ja słodzę sobie łyżką miodu zupy mleczne:)
Podam przy okazji mniej znany przepis na wykorzystanie tego mniszkowego specjału, ale bardzo smaczny, mogący np. uatrakcyjnić majówkę:
40 ml whisky
50 ml mleka
3 łyżeczki miodu z mniszka
lód w kostkach
Wszystkie składniki trzeba wymieszać w shakerze wypełnionym kostkami lodu.
Broń Boże, nie zachęcam do pijaństwa! Trunkiem należy się delektować, spożywać w niewielkich ilościach ( w innym wypadku miodek mógłby się zbyt szybko skończyć, a na następny trzeba czekać cały rok;)
U mnie i tak miodek zbyt szybko się kończy (a bynajmniej nie przesadzam z powyższym trunkiem;). Co roku robię go więcej – w tym przygotowałam porcję z 1000 kwiatów mniszka, a jeszcze taką samą planuję zrobić, jak tylko pozwoli na to pogoda:)
Mniszek ma szczególną wartość dla osób z cukrzycą (ta choroba też jest obecna w mojej rodzinie). Chorym osobom zaleca się jedzenie na wiosnę codziennie jednej do trzech łodyg mniszka razem z kwiatami. A także, przez cały rok pić herbatkę z korzeni mniszka, która działa korzystnie zarówno w przypadku hiperglikemii, jak i hipoglikemii. Z tym, że korzenie mniszka należy suszyć jesienią, gdyż wtedy mają prawie 40% inuliny (korzystnie wpływającej na przetwarzanie węglowodanów i przemianę cukrową) więcej niż wiosną.



piątek, 22 kwietnia 2011

Wielkanoc w bieli i czerwieni

Może to trochę nietypowe kolory jak na wielkanocne dekoracje, ale takie sobie właśnie już dawno zaplanowałam i w większości udało mi się moją koncepcję zrealizować. Wszystkie niżej zaprezentowane ozdoby będą świątecznie dekorowały moją kuchnię. Pokój i stół świąteczny będą bardziej tradycyjne - dominowała będzie wiosenna zieleń, a dopełniać ją będą kolory żółty i różowy, jako, że te trzy barwy symbolizują radość ze Zmartwychwstania.
A oto moje kuchenne dekoracje:





Te białe szklane kury od dawna stanowiły obiekt moich westchnień. Jakiś czas temu nabyłam pierwszą małą kurkę, a w ostatnią niedzielę, na giełdzie staroci udało mi się upolować tą wielką!







Kurki urzekły wszystkich domowników, szczególną sympatią darzą je dzieci, ponieważ obiecałam kurki wypełnić czekoladowymi jajkami.

wtorek, 22 marca 2011

Wiosna, ach to TY!

Przyszła wiosna, więc już najwyższa pora odkurzyć ten blog;)
Zacznę od zwiastunów wiosny na mojej działce:















Poza tym przebudziły się także niektóre roślinki w ogródku ziołowym - lawenda, hyzop lekarski, lebiodka oregano, pietruszka naciowa, jeden z gatunków mięty.
Młode listki wypuścił też szczaw.
A ponadto cudne słoneczko i ciągły świergot ptaków - to już na pewno WIOSNA!

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Świąteczne klimaty

Jak swiąteczne klimaty, to przede wszystkim choinka:

Image Hosting by PictureTrail.com

Image Hosting by PictureTrail.com


Choinka sama w sobie, chyba u każdego przywołuje wspomnienia, obrazy z dziecinnych lat. U mnie to wrażenie jest w tym roku szczególnie silne, ponieważ to swiąteczne drzewko zostało umieszczone w wyjątkowym dla mnie stojaku. Zrobił go mój tata, a potem długo malował razem ze mną na zimnym strychu. Miałam wtedy trzy albo cztery lata i z wielkim przejęciem wybierałam kolory farb na ubranka krasnali. Od tego roku stojak jest u mnie (i chyba już zostanie), mój synek z podobnym przejęciem oglądał krasnoludki, a potem wybrał sobie tego, który był "mój" daaawno temu, bo wymyslilismy sobie taką rodzinną tradycję, że każdy miał swojego krasnoludka i obok niego szukał gwiazdkowego prezentu. U nas to teraz trochę nie wychodzi, bo krasnale są trzy, a nas jest czworo;)

Image Hosting by PictureTrail.com

No i jeszcze troszkę swierkowych gałązek:

Image Hosting by PictureTrail.com

Image Hosting by PictureTrail.com

niedziela, 28 listopada 2010

Adwent

Dzis rozpoczął się szczególny okres, czas oczekiwań i nadziei - Adwent. Obecnie ten czas, w wyniku wszechobecnej komercjalizacji, jakby mniej doceniany i przeżywany. Wszak okres przedswiąteczny zaczyna sie już po Wszystkich Swiętych choinkami i dekoracjami bożonarodzeniowymi we wszystkich supermarketach, reklamach telewizyjnych itp. Adwent następuje już w trakcie zakupowego szaleństwa, bo trzeba już się zatroszczyć o prezenty mikołajkowe, a potem zaraz mysleć o porządkach, pichceniu, dekoracjach, prezentach gwiazdkowych. A to co najważniejsze - sens Bożego Narodzenia jakos w tym wszytkim umyka...
Ja się temu wszytskiemu osobiscie sprzeciwiam! Zrobiłam adwentowy swiecznik, aby ten szczególny nastrój udzielił się wszystkim domownikom.
Swieczka na roraty już też przygotowana, a ja się psychicznie nastrajam na wstawanie po 5 rano (mnie "sowie" szczególnie trudno to przychodzi).

Image Hosting by PictureTrail.com

Image Hosting by PictureTrail.com


A dzis nastała prawdziwa zima! Nawet przyroda podkresla ten wyjątkowy czas(choć ja za zimą prawdę mówiąc nie przepadam). Teraz to już będzie czuć zbliżające się wielkimi krokami swięta:)

czwartek, 25 listopada 2010

Różany czar

Ten post miałam zamieścić już dawno temu, a impulsem do jego napisania stała się filiżanka zakupiona latem na targu staroci. Filiżanka delikatna, romantyczna z motywem dzikiej róży. Moja ulubiona herbatka z dodatkiem płatków róż smakuje w niej wyśmienicie:) A oto i ona:

Image Hosting by PictureTrail.com

Przy tej okazji naszła mnie pewna refleksja – taka mianowicie, że róż u mnie w mieszkanku dość sporo. Pomijając fakt, że mąż od zawsze, na wszystkie okazje kupuje mi róże twierdząc, że to moje ulubione kwiaty (ja sama nie mogę tego stwierdzić i to nie dlatego, iżbym róż nie lubiła, ale z tego powodu, że ja tak wiele kwiatów kocham!), to gdzie nie spojrzę widzę róże!
A oto dowód:

Image Hosting by PictureTrail.com

Image Hosting by PictureTrail.com

Image Hosting by PictureTrail.com

Image Hosting by PictureTrail.com

Image Hosting by PictureTrail.com

Image Hosting by PictureTrail.com

A na koniec zostawiłam najpiękniejszą, bo prawdziwą. To róża pnąca z mojej działki, posadziłam ją jesienią przy altance i już w tym roku uraczyła mnie tak cudnym widokiem:

Image Hosting by PictureTrail.com

Image Hosting by PictureTrail.com

wtorek, 23 listopada 2010